Czysta metamorfoza

Czysta metamorfoza
Marketing to jedna z odmian współczesnej magii. Im sprawniejszy magik, tym większe uznanie publiczności. Dotyczy to także rynku alkoholi, na którym ostatnimi czasy dokonano arcyciekawej przemiany… wódek gatunkowych w czyste.

Pamiętam, jak przeszło 3 lata temu na sklepowych półkach pojawiła się polska wódka o dość zaskakującej nazwie – Żołądkowa Czysta de Luxe. Trunek całkowicie nowy, a jednak przywodził na myśl pewne konkretne skojarzenia. Ci, którzy zaczęli doszukiwać się powinowactwa ze sztandarowym produktem ówczesnego Polmosu Lublin, byli na dobrym tropie.

Otóż Żołądkowa Czysta de Luxe okazała się być ni mniej, ni więcej tylko młodszą siostrą produkowanej od przeszło pół wieku Żołądkowej Gorzkiej, klasycznej wódki gatunkowej, która od lat plasowała się w czołówce „mocnych” faworytów Polaków. Pomysł godny Midasa, co błyskawicznie potwierdziły wyniki sprzedaży i branżowe konkursy jakości (m.in. zdobyte laury w International Taste & Quality Institute czy Vodka Masters). Beniaminek z miejsca awansował do Ligi Mistrzów, za nic mając tradycję i uznanych konkurentów.

Ukoronowaniem popularności nowej wódki był akces do prestiżowego Klubu Milionerów (to ranking firmy badawczej Euromonitor International) sprzed kilku miesięcy, do którego przepustką była sprzedaż przynajmniej miliona 9-litrowych skrzynek na całym świecie. Obecnie do Żołądkowej Czystej de Luxe należy kilkanaście procent alkoholowego rynku w Polsce i pozycja lidera wśród rodzimych wódek czystych.

Przypadek? Szczęśliwy zbieg okoliczności? Nic z tych rzeczy. Dowód? Kolejny rynkowy sukces. Tym razem w roli głównej wystąpił Krupnik Premium Vodka. W ciągu zaledwie pięciu miesięcy (od marcowego debiutu) sprzedaż ilościowa marki wzrosła aż o 508 proc., a udział w rynku wódki przekroczył trzy procenty!

Co łączy oba przypadki? Od razu pragnę położyć kres plotkom – żaden z producentów, ani Stock Polska, ani też spółka Sobieski, nie zatrudnił Davida Copperfielda. Otóż jedna i druga wódka czysta, które w ostatnich miesiącach odniosły tak znaczący sukces rynkowy, swoje nazwy zaczerpnęły od istniejących już co najmniej kilkadziesiąt lat trunków.

Co ciekawe, w obu przypadkach były to wódki gatunkowe o ugruntowanej wśród polskich konsumentów pozycji. Zatem z jednej strony niczym magnes zadziałała rozpoznawalna marka, z drugiej zaś – umiejętnie potrącono struny miłej każdemu podniebieniu smakowej tradycji.
Efekt piorunujący. Sam jestem ciekaw, czy w kolejce nie czekają już kolejne podobne pomysły. Czysta Wiśniówka, a może Luksusowy Jarzębiak?

I tylko żal mi tej postępującej unifikacji, która zaczyna dotykać także piękny w swej różnorodności świat alkoholi. Bowiem tak naprawdę nazwy Żołądkowej Czystej de Luxe czy Krupnika Premium Vodki zostały dokładnie „wyprane” ze swoich pierwotnych znaczeń, a przecież w ich pierwowzorach skrywały się nie tylko sekrety receptur, ale też pewne odwieczne tradycje gorzelnicze. Obecnie w pierwszej z nich trudno już szukać bukietu ziół oraz suszonych owoców, w drugiej zaś – aromatycznego posmaku miodu.

Pamiętacie Państwo pewien cytat, który pozwolę sobie na koniec przytoczyć. „Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu”. To kultowy Rejs i jedna z kilku wiekopomnych kwestii inżyniera Mamonia. Jak widać, tak czy inaczej warto wracać do klasyki, nie tylko filmowej.

Promowany: 


Komentarze